:D
R O Z D Z I A Ł Y
Prolog
Rozdział 1 - "Pierwsze spotkanie"
Rozdział 2 - "Przeszłość"
Rozdział 3 - "Śpiew"
Rozdział 4 - "Walka i miecz"
Rozdział 5 - "...magiem?
Rozdział 6 - "Aemothea"
UWAGA! Nie liczcie od razu na jakąś rozbudowaną akcję. Opowiadanie, jest pisane trochę jak książka i te sześć rozdziałów, jest tylko samym początkiem. Ale już w siódmym coś się porusza do przodu ;)

Nasze banery



Wyślij wiadomość


LINKI
Salidor
Szablony Kamakaj
Alitsea





Night and Rain

Rozdział 2 "Przeszłość"


Link 31.08.2009 :: 01:27 Komentuj (4)
Blade promienie popołudniowego słońca odbijały się od wyślizganego bruku, którym wyłożony był dziedziniec- okrągły plac otoczony zdobionymi kamienicami spośród których strzelała w górę ciemna,wysoka wieża, której szczyt ginął w niskich kłębiastych chmurach. Wpatrzone były w nią duże oczy, koloru niebieskiego firmamentu. Oczy pełne smutku i złości. Ich właściciel- wątły chłopiec o jasnych, długich włosach związanych z tyłu głowy- stawał na przemian to palcach to piętach i ze złością przygryzał wargę. Ta wspaniała wieża była miejscem urzędowania najwyższego maga królestwa- figury potężnej i poważanej wśród ludu, a nawet przez samego króla. Marzeniem chłopca było nim zostać, ale każdy odradzał mu pójście w tą stronę, powtarzano, że ma za mało magii, mocy w sobie. Ale on nie nadawał się też do niczego innego. Był tak słaby, że nie mógł nawet unieść miecza. Posiadł jedynie umiejętność doskonałego postrzegania rzeczywistości i kształtowania jej w swoim umyśle.
Nagle chłopiec usłyszał tupot bosych stóp o kamień i gwałtownie opuścił wzrok, by zobaczyć nadbiegającą ku niemu dziewczynkę.
-Fea- powiedziała ze złością i zmarszczyła mały piegowaty nosek- Czemu znowu tu stoisz?
Odpowiedziało jej milczenie. Chłopiec jedynie opuścił wzrok ku ziemi. W jej wąskich zielonych oczach pojawiła się troska, taką jaką obdarzają matki swoje dzieci.
-Słuchaj! Nad rzeką bawią się wszystkie dzieci! Jest taka ładna pogoda, można odpocząć...Fean...
-A czemu ciebie tam nie ma?
-Przyszłam tu po ciebie! Zawsze siedzisz sam, a jesteś taki miły i nigdy się nie uśmie...-dziewczynka przestała mówić na chwilę i przyjrzała się uważnie Feanowi- jego twarz całkowicie była ukryta w kosmykach włosów, które wydostały się spod ciemnogranatowej wstążki.
-Uśmiechnij się- powiedziała poważnie wpatrując się w jego oczy ukryte w cieniu. Nie widząc żadnej reakcji, jedną ręką podniosła i przytrzymała mu podbródek, tak że mimowolnie musiał patrzeć jej w oczy.
Fean nie zastanawiając się długo odskoczył do tyłu.
- Proszę zostaw mnie- powiedział cicho i pobiegł w kierunku linii lasu.
Na pustym dziedzińcu stała teraz tylko dziewczynka. Wpatrywała się w plecy biegnącego chłopca czując się bezsilna. W jej oczach były łzy.
Fean tymczasem wbiegł w głąb lasu- wiekowe drzewa wnosiły się do góry, odsłaniając jeszcze kawałki nieba. Chłopiec cały czas myślał o tym co powiedziała mu dziewczynka. Czemu niby miał się uśmiechać? Nie było powodów, by być szczęśliwym. Nawet najmniejszego.
Zatrzymał się i chwilę ciężko dyszał, po czym opadł na ziemię.
Podłożył sobie ręce pod głowę i zbuntowanym wzrokiem spojrzał na skrawek nieba widoczny pomiędzy koronami drzew. Nie, Fee-Fo wcale nie miała racji. On nie mógł być szczęśliwy. Jak może się cieszyć, kiedy jego rodzice zmarli podczas pandemii jakiejś choroby zakaźnej, której nazwy Fean nawet nie znał, zostawiając go samego na tym świecie? Teraz już prawie nie pamiętał jak wyglądali matka i ojciec. Porzucili go, nie troszcząc się w ogóle o to, co się z nim stanie. Gdyby Fean miał możliwość porozmawiania z nimi teraz, po ich śmierci, z pewnością powiedziałby im parę niemiłych rzeczy. Przez nich musiał mieszkać z rodziną miejscowego kowala, który i tak miał już piątkę dzieci i ani on, ani jego żona zupełnie nie zwracali uwagi na małego Feana. W rezultacie chłopiec chodził samopas po całej okolicy, a w domu spędzał tylko noce. Nikt się nim nie opiekował, nikogo nie interesował jego los. No, może poza małą Fee-Fo, która ciągle bezskutecznie próbowała go namówić żeby normalnie bawił się z innymi dziećmi i zachowywał się jak normalny kilkuletni chłopiec. Tymczasem kiedy się obserwowało Feana, mogło się wydawać, ze w ciele małego dziecka znajduje się duch i umysł kogoś o wiele starszego. Dlatego właśnie nie pasował do reszty społeczeństwa. Wszyscy oprócz Fee-Fo patrzyli na chłopca jakoś tak dziwnie. Czuł się niepotrzebny nikomu i zbędny na tym świecie.

Chmury przepływały nad nim spokojnie, jakby skargi i protesty małego chłopca przeciw okrutnemu losowi, nie czyniły na nich żadnego wrażenia. Fean poczuł się tym z lekka urażony. No tak, przecież oczywiście nikogo nie obchodziło, co się z nim stanie. Mógł równie dobrze wziąć i umrzeć na tej polanie, a na pewno nikt nawet by mu nie wyprawił choćby skromnego pogrzebu.
Fean dał się porwać swojej przedwcześnie się objawiającej buntowniczej naturze i pogrążał się w coraz bardziej przygnębiających i depresyjnych myślach. Gapił się przy tym bezmyślnie na niebo, marszcząc czoło. Nagle gwałtownym ruchem zdjął z szyi amulet: złoty krążek z zielonym oczkiem na środku. Dostał go od umierającej matki. Obiecywała mu przy tym, że przyniesie mu szczęście. Też coś! W życiu spotkały go tylko przykre zdarzenia, jakby ciążyło nad nim jakieś fatum.
Zamachnął się i w wściekłości cisnął błyskotkę jak najdalej; amulet odbił się od drzewa i upadł na ziemie.
- Niech to szlag! - wrzasnął Fean w gniewie. Słyszał wiele razy jak kowal w złości tak mówi i spodobało mu się to powiedzenie.
W końcu uspokoiwszy się trochę przymknął oczy i czując na twarzy lekki wiaterek pozwolił ponieść się wyobraźni, błądząc po zmyślonych krainach, śledząc losy zmyślonych bohaterów.
Nie wiedział co sprawiło, że podniósł się gwałtownie i rozejrzał- przeczucie, a może lekki szmer w zaroślach- ale zobaczył, że jest otoczony, przez uzbrojonych w drewniane kije i pałki opryszków. Największy z nich, najwidoczniej herszt miał okropną, pełną blizn i śladów po ospie fizjonomię, która wydała się małemu chłopcu, bardziej obrzydliwa niż była w rzeczywistości. Mężczyzna małymi, wyłupiastymi oczkami, łapał każdy szczegół otoczenia. Podrzucał do góry mały, błyszczący krążek.
- Proszę, proszę - powiedział uśmiechając się chytrze - Kogo my tu mamy? Małego chłopaczka, szlachcica, rzucającego takimi cennymi rzeczami, w drzewo...
- Nie jestem szla...- powiedział cicho Fean, lecz herszt prawdopodobnie go nie usłyszał, albo słyszeć nie chciał, i kontynuował.
- Dawaj wszystko co masz!
- Ale ja nic nie mam - wydukał chłopiec załamując ręce i cofając się.
- Łżesz sukinsynu! - wrzasnął mężczyzna, po czym powiedział spokojnie - Mamusia, nie mówiła, że nie można kłamać? Co masz w kieszeni spodni?!
Fean nie mógł już nic powiedzieć, gdyż gardło mu się zacisnęło, a z oczu popłynęły łzy. Powoli przesuwał się do tyłu, kręcąc przecząco głową.
Na znak szefa zbiry zaczęły się zbliżać z podniesionymi kijami. Chłopiec pisnął załamującym się głosem i skulił, przykrywając głowę rękoma. Rozpłakał się już na dobre i czekał na uderzenia niczym bierny pies, kiedy usłyszał wysoki głosik:
- Zostawcie go! On nic nie ma!
Fean nawet bez patrzenia wiedział do kogo należał , lecz nie zdobył się na odwagę nawet żeby spojrzeć.
Herszt odwrócił się kaszląc, nie wiedząc kto mógł być na tyle głupi i stawać przeciwko całej bandzie. Kiedy ujrzał małą, brązowowłosą dziewczynkę ze zbyt ciężkim mieczem w rękach zarechotał, po czym uśmiechnął się obrzydliwie, ukazując swoje braki w uzębieniu.
- Ach tak? - powiedział powoli zbliżając się do dziewczynki - A może ty coś masz, mała suko?!
Chwycił ją mocno za nadgarstek i spróbował przyciągnąć do siebie i zerwać cienkie ubranie. Jednak ona, nie wytrącona z równowagi, zdobyła się na wysiłek i szybkim ruchem cięła mężczyznę w brzuch. Rana nie była śmiertelna, ale bolesna i mocno krwawiąca. Banda, śmiejąca się dotychczas, jakby miała przed sobą pokaz najlepszego nadwornego błazna, ucichła momentalnie i z otwartymi gębami patrzyli jak ich szef pada na ziemię i puszcza swój miecz.
- Na co się gapicie?! - wycharczał przez zęby - Zatłuc tą kurwę na śmierć!
- Fee-Fo!! - Fean, otrząsnąwszy się z paraliżu, zebrał się na odwagę i krzyczał ile miał siły w płucach - Fee!! Uciekaj ! Oni cię zabiją!
Krzyki chłopca przerwał jeden ze złoczyńców, uderzając go w głowę ciężką ręką, tak że drobny Fean stracił przytomność.
Mała Fee w tym czasie dzielnie broniła się przed nieprecyzyjnymi uderzeniami kijów. Wymijając jeden, drugi odbijała mieczem. Jednak jej siły coraz bardziej słabły, a frustracja szajki rosła. Pierwsze celniejsze uderzenie było tak mocne, że słychać było chrzęst łamanej kości. Fee jęknęła i wypuściła miecz. Ostatkiem sił spojrzała na Feana i na czworaka próbowała wydostać się z wiru walki. Jednak było już za późno. Dostała kolejny raz, i następny. Złoczyńcy wyżywali się na dziewczynce używając całej swej siły.
Fean wstał, czując mętlik w głowie, wstał. Nie widział dobrze i chwiał się na nogach. Widząc obrysy zbirów stojących w zbitej kupie domyślił się najgorszego i oszalał - w jego głowie przewijało się mnóstwo wydarzeń z minionych lat, złość i nienawiść zdawała się przybierać materialny kształt. Nieświadomie, dając się ponieść emocjom i instynktowi chłopiec wystawił ręce przed siebie. Dym, czarniejszy niż najciemniejsza noc, uformował się na czubkach jego palców i niczym stado węży popełznął po ziemi w kierunku szajki. Każda taka nić, niesłyszalnie, oplatając i chwytając się członków wzniosła się i oplotła na szyjach drabów i zacisnęła. Mężczyźni nieświadomi co się dzieje, nie mogąc nabrać powietrza, puścili kije i próbowali zdjąć niewidzialnych morderców, jednak bezskutecznie. Po kolei, powoli opadali na ziemię martwi.
Fean otrząsając się z amoku pobiegł na pobojowisko. Z wielkim wysiłkiem zaczął odrzucać zsiniałe ciała i broń, aż nie zobaczył Fee. Jej ciało było pełne wylewów podskórnych, a kości całe połamane, do tego pęknięta czaszka. Fean zaczął płakać i tulić do siebie bezwładne ciało dziewczynki.
- Czemu to zrobiłaś? Czemu?! - mówił do zamkniętych, niegdyś tak ślicznych oczu. Łkał i cicho bełkotał pod nosem, leżąc wśród trupów. Spośród tych słów dało się zrozumieć jedno zdanie, wciąż powtarzane co jakiś czas:
- Fee-Fo...Dla ciebie... Dla ciebie zawsze będę się uśmiechać! Zawsze... Fee...

Fean obudził się gwałtownie. Usiadł na łóżku i pustymi, przerażonymi oczami wpatrywał w ciemność oddychając ciężko. Przypominając sobie sen jednak, szybko przywrócił się do porządku i uśmiechnął smutno opuszczając cicho pokój.



Rozdział 1 - "Pierwsze Spotkanie"


Link 21.12.2008 :: 19:41 Komentuj (6)
Iliaen szła jednym z wielu długich krętych korytarzy pałacowych. Mniej więcej kwadrans wcześniej otrzymała wezwanie od królowej Rinnien, aby stawiła się w sali tronowej. Nie minęło jeszcze południe, a już była jej potrzebna. Stanowisko najbliższej doradczyni królowej było bardzo prestiżowe i miało wiele zalet, ale wymagało ogromu pracy, więc Iliaen rzadko miała choć chwilę wolnego czasu.
Dotarcie do sali tronowej zajęło jej kilka minut. Służący skłonił się jej z szacunkiem i otworzył przed nią jedno skrzydło wielkich drzwi.
Sala tronowa była wielkim, okrągłym pomieszczeniem z marmurowymi kolumnami imitującymi olbrzymie drzewa z również marmurowymi zwierzętami wyglądającymi zza nich. Królowa Rinnien z nieco znudzoną miną siedziała na tronie stojącym naprzeciw wejścia i popijała elfie wino ze srebrnego kielicha. Była piękną elfką o długich kruczoczarnych włosach i dumnym spojrzeniu brązowych oczu. Iliaen podeszła do niej i skłoniła się lekko.
- Wzywałaś mnie, wasza wysokość.
- Tak, ponoć ma niedługo przybyć posłaniec króla ludzi Elsafa. Chciałabym żebyś była obecna podczas tej audiencji. Czekam już zresztą dość długo, czemu jakiś człowiek wystawia moją cierpliwość na próbę?
- Cóż, nie mam pojęcia, wasza wysokość – odparła Iliaen wchodząc na podwyższenie i stając po lewej stronie za tronem. Niezadowolona królowa odstawiła kielich na stolik i zwróciła się do jednego ze strażników stojących w cieniu za jej tronem.
- Kapitanie Earen, długo jeszcze będziemy musieli czekać?
- Pani, otrzymałem raport o zbliżającym się posłańcu dwie godziny temu. Biorąc pod uwagę, że elf, który go złożył wykorzystał swoją maksymalną szybkość, człowiek podążający za nim w eskorcie dwóch strażników z granicy powinien się tu już znaleźć.
- To czemu jeszcze go nie ma? – Rinnien zagniewanym nieco głosem po raz kolejny zadała to pytanie retoryczne.
- Nie mam pojęcia, wasza wysokość.
- Jeżeli nie zjawi się w ciągu kwadransa, będzie musiał poczekać na swoją audiencję aż… Aż będę miała ochotę go przyjąć.
- Oczywiście, wasza wysokość.
Królowa klasnęła dwa razy i natychmiast podbiegł służący.
- Dolej mi wina – nakazała, a elf natychmiast spełnił jej żądanie. W chwili, gdy władczyni unosiła kielich do ust, drzwi się otworzyły i weszły przez nie trzy osoby. Dwóch elfów i człowiek. Rinnien spokojnie upiła łyk i odstawiła naczynie. Tymczasem posłaniec i jego dwaj strażnicy podeszli do tronu i skłonili się. Następnie dwaj elfowie cofnęli się kilka kroków.
Mężczyzna stojący przed władczynią był wysoki i szczupły jak elf, miał jasne włosy związane w kucyk i całkiem przystojną twarz, choć oczywiście nie mógł się równać z elfami. Skłonił się jeszcze raz.
- Wasza wysokość, jestem Fean, jeden z doradców króla Elsafa. Jego królewska mość kazał osobiście dostarczyć tobie, pani, ten list. – wyciągnął w stronę królowej rękę z zawiniętą w zwój i zapieczętowaną wiadomością. Rinnien wzięła ją od mężczyzny i otworzyła zwój. Jej oczy szybko odczytywały list, a posłaniec tymczasem dyskretnie obserwował wszystko dookoła.
Iliaen przyglądała mu się bez wyrazu. Ludzie nie budzili w niej zainteresowania, jeśli już to raczej niesmak.
W pewnej chwili jasnowłosy mężczyzna spojrzał prosto na nią. Jego oczy… miały dokładnie identyczny kolor jak jej własne…

***

Fean, kiedy tylko wszedł do pałacu nie przestawał się zdumiewać, dziwić i zachwycać nad jego pięknem. Jego dwaj elfi strażnicy prowadzili go przestronnymi, jasnymi korytarzami pełnymi światła; na ścianach wisiały misternie tkane gobeliny i arrasy, podłogę wyłożono marmurem i co chwila mijali pięknych mieszkańców tego cudu architektury. Wszystkie elfy były wysokie, smukłe i poruszały się z lekkością i niewymuszoną gracją. Mieli zazwyczaj wysoko osadzone, wydatne kości policzkowe, małe nosy i duże, wyraziste, lekko skośne oczy o bardzo intensywnych kolorach.
Sala tronowa była wspaniała i o ile piękniejsza od tej króla Elsafa. Królowa, choć jak do tej pory nie odezwała się jeszcze nawet, wywarła już na nim wrażenie osoby bardzo potężnej, mającej posłuch wśród poddanych, pewnej siebie i wręcz urodzonej do sprawowania władzy. Jak nie omieszkał zauważyć była też bardzo piękna.
Spodziewał się wielu strażników, a tymczasem zauważył tylko dwóch przy wejściu i dwóch w cieniu za tronem. Król Elsaf zazwyczaj otaczał się dwunastoosobowym oddziałem najlepszych żołnierzy. Ale Fean domyślał się, że to wcale nie była lekkomyślność ze strony władczyni. Najwidoczniej nie obawiała się ataku i ufała w zdolności swoich strażników. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że tych czterech elfów z łatwością poradziłoby sobie z dwunastoosobowym oddziałem króla Elsafa.
Nagle poczuł na sobie czyjś wzrok. Spojrzał w tamtą stronę natrafił spojrzeniem na osobę, której wcześniej nie zauważył – piękną elfkę stojąca tuż za tronem królowej. Przyglądała mu się chłodno, bez wyrazu z cienia, który przesłaniał jej twarz. Jak i inne elfy była wysoka i szczupła, miała tez charakterystyczne dla jej pobratymców rysy twarzy. Długie ciemnokasztanowe włosy opadały na jej ramiona i plecy. W swojej szarej sukni, przepasanej zieloną szarfą wyglądała trochę jak służąca, ale na pewno nią nie była. Widać też było, że to na pewno nie krewna królowej. Ale jednego Fean był pewien: ta elfka była osobą posiadającą bardzo wiele władzy i wyglądała na niebezpieczną.
Tymczasem władczyni elfów skończyła czytać pismo.
- Dziękuję, Feanie, za dostarczenie wiadomości od króla Elsafa. Postaram się jak najszybciej napisać stosowną odpowiedź, a tym czasem będziesz gościem w moim pałacu – uśmiechnęła się – Dawno te ściany nie widziały żadnego człowieka, elfy będą zaszczycone mogąc gościć przedstawiciela króla Elsafa.
- Wasza wysokość, to dla mnie niesamowity zaszczyt – odparł Fean i skłonił się nisko.
- Iliaen – królowa zwróciła się do tajemniczej elfki za plecami.
- Pani?
- Zajmij się proszę naszym gościem. Jest na pewno zmęczony, zaprowadź go do jego pokoi, później możesz go oprowadzić po pałacu lub co tam wymyślisz. Zadbaj, aby cieszył się pobytem wśród elfów.
- Ależ wasza wysokość, ja jestem twoją doradczynią i naczelnikiem Rady, a nie byle służącą.
Fean zamarł. Elfka nazwana Iliaen była niesamowicie zuchwała, za taką odpowiedź do władcy w jego kraju natychmiast zostałaby skazana na śmierć. Tymczasem królowa obejrzała się i popatrzyła na doradczynię.
- Nie obchodzi mnie woje zdanie, Iliaen, po prostu taki jest mój rozkaz i masz go spełnić czy ci się to podoba, czy nie.
- Tak, wasza wysokość – elfka zeszła z podwyższenia i skłoniła się królowej, posyłając jej przy tym lodowate spojrzenie. Dopiero wtedy Fean zauważył, że jej oczy… miały dokładnie ten sam odcień błękitu co jego…
Elfka ledwo musnęła go spojrzeniem i skierowała się do wyjścia. Fean szybko poszedł za nią.

***

Szli korytarzem. Iliaen milczała, Fean też się nie odzywał, dziwnie się czuł w jej towarzystwie. Elfy, które wcześniej spotkał, może nie były bardzo życzliwe, ale uśmiechały się, choćby do strażników, którzy mu towarzyszyli. A jego obecna przewodniczka… była inna. Wiele razy mijali spieszące dokądś elfy, ale Iliaen nigdy pierwsza nie pozdrawiała, to zawsze ją pozdrawiano. Okazywano jej szacunek i nic poza tym. To było bardzo zastanawiające.
- Dokąd mnie prowadzisz, pani? – zapytał wreszcie Fean.
- Do twojego apartamentu, jesteś na pewno zmęczony po podróży, panie, a tam będziesz mógł wypocząć – odparła Iliaen, nawet na niego nie spojrzawszy.
- A nie moglibyśmy obejrzeć ogrodów? Jeśli już mam wypoczywać, to najlepiej na świeżym powietrzu, a ogrody elfów są z pewnością bardzo piękne.
- A więc dobrze. Skoro życzysz sobie obejrzeć ogrody, panie, to je obejrzymy – odrzekła po chwili i skręciła w najbliższy korytarz w lewo. Zeszli po schodach, przeszli jeszcze kawałek i po chwili wyszli z pałacu.
Fean rozglądał się z zainteresowaniem, obserwując żyjący jakby własnym życiem ogród. Nie znał chyba żadnej rośliny z tych, które rosły dookoła. Szli żwirową ścieżką, nadal jednak milcząc. W końcu jednak elfka usiadła na jednej z ławeczek ustawionych pod drzewami ocieniającymi ogród, a mag chcąc nie chcąc uczynił to samo, gorączkowo próbując wymyślić jakikolwiek temat do rozmowy. W końcu dał za wygraną. Przyjrzał się dyskretnie delikatnemu profilowi towarzyszki. Nie był pewien, czy to nie złudzenie, ale wydawało mu się, że jakby nieco się odprężyła.
Wyczuła jego spojrzenie i odwróciła głowę. Mag uśmiechnął się do niej szeroko, ale ona nie zareagowała. Jakby była z kamienia pomyślał.
- Jesteś pewien, że niczego ci nie potrzeba, panie? – odezwała się w końcu.
- Nie, ale mów mi Fean, wasza wysokość – odrzekł, nadal z uśmiechem. Natomiast doradczyni królowej zmarszczyła brwi.
- Nie jestem członkiem rodziny królewskiej, żebyś się tak do mnie zwracał, Feanie – odpowiedziała, kładąc nacisk na jego imię.
- Wiem, to był tylko żart, pani. Przepraszam, jeśli cię uraziłem.
Skinęła głową.
- Jeśli masz ochotę żartować, panie, to raczej nie ze mną. Nie jestem zbyt rozmowna i nie mam poczucia humoru.
- Nic nie szkodzi, pani. Wystarczy twoja obecność. Nie musimy rozmawiać, jeśli nie chcesz.
Elfka zmarszczyła brwi i milczała. Zapadła cisza, którą po chwili przerwał grzmot. Z zasnutego chmurami, szarego nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Fean uśmiechnął się i spytał:
- Lubisz deszcz, pani?
- Kocham – odparła Iliaen krótko i jakby mimowolnie, leciutko się uśmiechnęła. Jednak natychmiast szybko przywołała się do porządku i ściągnęła usta.
- Prześlicznie wyglądasz, kiedy się uśmiechasz, pani – Fean nie mógł się powstrzymać od komentarza. Zaraz jednak poczuł, że nie była to rozsądna decyzja, gdyż jego towarzyszka odpowiedziała zimnym „Dziękuję”, wstała i odeszła, znikając w strugach deszczu, pozostawiając wciąż uśmiechającego się maga na ławeczce…


Prolog


Link 11.11.2008 :: 16:07 Komentuj (14)
Fean siedział w niewielkim gabinecie w swojej wieży. Czytał jedną z wielu grubych ksiąg, poustawianych w całym pokoju. Nagle rozległo się ciche pukanie do drzwi.
 - Proszę - zawołał Fean nie odrywając wzroku od wielkiego tomiska.   
Drzwi otworzył służący. Skłonił się dwornie i powiedział:
 - Jego królewska mość wzywa cię, panie.
Fean odwrócił wzrok od gęsto wydrukowanych liter i spojrzał, lekko zdziwiony i zaniepokojony na posłańca, po czym odprawił go szybkim ruchem ręki.
Kiedy drzwi cicho dotknęły framugi,mag zamknął księgę i wstał. Przetarł zmęczone oczy i westchnął. „Kolejny raz...Przecież dopiero co...”- pomyślał wychodząc z pokoju i kierując się ku sali tronowej.
Było to wielkie, kanciaste pomieszczenie, pełne ozdób i przepychu. Ściany zdobiły płaskorzeźby i malowidła. Z wielkich obrazów spoglądali dumni i zwycięscy królowie, oraz rodziny królewskie.  
Na marmurowej posadzce odbijały się refleksy światła, zabarwione kolorowym szkłem ze strzelistych witraży.
W tym nawale ozdób, na niewielkim podwyższeniu, stał wyściełany czerwonym aksamitem, złoty tron. Na nim siedział mężczyzna w średnim wieku z wielką, wysadzaną drogimi kamieniami, koroną- symbolem władzy. Spoglądał surowo spod krzaczastych brwi na Feana
który właśnie przemierzał długą salę.
Kiedy mag doszedł do tronu, uklęknął na jedno kolano i patrząc w podłogę odezwał się:
 - Czego pragniesz ode mnie, panie?
Król zakasłał i odpowiedział pokazując zwój zapieczętowany królewską pieczęcią:
 - Masz zanieść ten zwój królowej elfów. Pospiesz się.
 - Jak sobie życzysz, panie - odrzekł i wziął z rąk króla wiadomość.
Schylając głowę, wstał, ucałował pierścień na królewskiej dłoni i wyszedł z komnaty. Po zamknięciu drzwi, uśmiechnął się kwaśno i westchnął głęboko. Służący podbiegł do niego podając mu tobołek z prowiantem i zaprowadził go do stajni gdzie czekał już osiodłany koń Feana. Mag wsiadł na niego i odjechał.

Witamy


Link 29.09.2008 :: 20:26 Komentuj (2)
No więc witamy wszystkich. Wiele osób zapewne już nas zna z myloga. Wzorem miektórych postanowiłyśmy przerzucić sie na ownloga, ponieważ mylog nas dobijał tymi swoimi przerwami technicznymi...
Zaczniemy od dodawania w niezbyt długich odstępach czasu (żeby nie nudzić starych czytelnkiów) poprzednich rozdziałów oraz prologu, które ukazały sie na mylogu, z tym, że w wersji poprawionej.
Prosimy o komentarze, najlepiej krytyczne^^
Pozdrowienia, Aire & Kamakaj